Zagnańsk

gmina: Zagnańsk, powiat: kielecki, województwo: świętokrzyskie

Typ miejsca

las

Informacje nt. zbrodni

16 maja 2024 r. odbyliśmy wizję lokalną na terenie Nadleśnictwa Zagnańsk w miejscu, gdzie ukrywała się żydowska rodzina z Tumlina. Miejsce kryjówki oraz zakopania ciał ofiar wskazał nam pracownik Nadleśnictwa:
— Jesteśmy na terenie, gdzie ukrywała się rodzina żydowska z Kołomanii. To był krawiec, który nazywał się Mosiek Goździkowski. Tu się ukrywał z żoną.
Zapomniane: A jak długo? Wiemy?
— Kilka miesięcy, co najmniej pół roku albo więcej. Miał dwie córki. Jedna z córek była z nimi i z synem, natomiast druga córka, ukrywał ją granatowy policjant w Kołomanii. No i ta córka Mośka…
Zapomniane: Wiemy coś o wieku tych dzieci?
— Jedna miała na pewno 18 lat. Druga gdzieś tak w granicach 20-21. Chyba ta starsza była z nim, ona ukrywała się na strychu u policjanta granatowego.
Zapomniane: A to on im zaoferował, że ją przechowa?
— Tak, tak. No i ta dziewczyna zaszła w ciążę. No, żeby nie było jakiejś zdrady czy kłopotów, wywiózł córkę do lasu, tutaj. Tu mieli szałas. To jest właśnie to źródło. Źródło cembrowiny dębowej. Szałas był gdzieś tutaj.
Zapomniane: Czyli nie mieli krajówki wykopanej w ziemi, tylko szałas. Sami go budowali?
— Prawdopodobnie ktoś w tym pomagał z Kołomanii. Ale tych informacji nie mam. Wiem, że to było z desek, poprzykrywane tu były gałęzie, także to się wszystko tak maskowało z całością lasu.
Zapomniane: I oni mają być gdzieś tu zakopani?
— Nie, nie. Zakopani są troszkę dalej. Nie będziemy szli przez las, tylko przejdziemy naokoło, ale to jest w linii prostej 20 metrów.
Zapomniane: A czemu ich nie zakopano tutaj?
— No bo ze względu na korzenie ciężko kopać dół było.
Zapomniane: Czyli po prostu przeniesiono ich?
— Nie, nie. Zagnano ich tam na miejsce i tam ich zabito. W ten sposób. I pochowano ich w drodze. W piaszczystej drodze, gdzie było łatwo kopać. To byli żandarmi z Samsonowa.
Zapomniane: A kto kopał grób?
— Prawdopodobnie oni sami. Tak, syn kopał, tak. Z tego, co wiem, gajowy S., który tu był przez jakieś 30 lat, po wojnie, to on powiedział potem o tym, że nawet takie informacje wiedzą, że jak przyjechała żandarmeria, przyjechał ten policjant granatowy i ta córka Mośka wyszła naprzeciw, tak w dobrej wierze. W pierwszej kolejności dostała w brzuch od razu, w ten sposób. I ją potem przesunęli tam, do nich. No i potem ten syn razem z tym krawcem kopali ten dół swój.
Zapomniane: No i była jeszcze druga córka i matka.
— Na samym końcu wiem, że zamordowali matkę, nie wiem dlaczego.
Zapomniane: Czy dużo było Żydów w Kołomani przed wojną?
— Mało, pięć rodzin.
Zapomniane: I jedna tutaj zginęła?
— Znaczy, zaproponowano jej, że będzie żyła… Żyli, bo proponował im ten policjant, w tym sensie. I z uwagi na to czuli tu się bezpiecznie. Podejrzewam, że ktoś przynosił im jedzenie też. Do momentu, kiedy ta dziewczyna nie zaszła w ciążę. I przed obawą wiadomo czego, zostali tutaj zabici.
Zapomniane: A reszta tych Żydów z Kołomani, wiadomo co się z nimi stało?
— Nie, nie wiem tego. Przejdziemy teraz tam, gdzie są, gdzie leżą. Tu się ukrywali. Tu mieli wodę. (Zagnańsk, 16 maja 2024 r.)

O zamordowanie żydowskiej rodziny Goździńskich oskarżono po wojnie Konstantego W. komendanta posterunku policji polskiej w Samsonowie. Streszczenie materiałów ze śledztwa w sprawie zbrodni popełnionych przez Konstantego W. i innych policjantów z posterunku w Samsonowie podaje okoliczności zamordowania m.in. rodziny Goździńskich:
„[…] Na terenie Gminy Samsonów zamieszkiwało dość dużo obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. W wyniku zarządzeń niemieckich ludzi tych przymusowo wywożono do gett. Część z nich ukrywała się po okolicznych wioskach i lasach przylegających do Samsonowa. Werdyn i pozostali policjanci z posterunku w Samsonowie zajmowali się wyłapywaniem ukrywających się Żydów. Schwytanych zamykali w areszcie posterunku policji w Samsonowie. Gdy zebrano większą ilość Żydów, wśród których były kobiety i małe dzieci, przewożono ich do lasu leżącego w pobliżu Samsonowa, a zwanego przez miejscową ludność „Sośnią”, i tam ich rozstrzeliwano. Rozstrzeliwań dokonywał osobiście Werdyn, i na jego polecenie policjanci z Samsonowa.
W Tumlinie zamieszkiwała rodzina pochodzenia żydowskiego, Goździńskich. Składała się ona prawdopodobnie z sześciu osób. Rodzinę tę rozstrzelała policja z Samsonowa, wśród której był Werdyn. Zabójstwa Żydów przez Werdyna dokonywane były z pewnym wyrachowaniem, a potwierdza to fakt, że Werdyn zaprosił do obecności przy rozstrzelaniu miejscowego obywatela Władysława S. Przy rozstrzeliwaniu rodziny Goździńskich Werdyn osobiście podawał komendę do strzelania policjantom S., K i D., używając do tego chusteczki. Następnie ciężko rannych osobiście dobijał strzałem z pistoletu. Wśród rozstrzelanych były też małe dzieci. Morderstwa te miały miejsce wiosną 1942 r.” (IPN Ki 013/4143)

W akcie oskarżenia Konstantego W. z 7 lutego 1962 r. czytamy:
„W Samsonowie i okolicy przebywało dużo obywateli polskich narodowości żydowskiej, którzy na skutek prowadzenia dyskryminacyjnej polityki przez władze hitlerowskie, ukrywali się po okolicznych wioskach i lasach, aby w ten sposób uniknąć śmierci. Konstanty Werdyn wraz z podwładnymi mu policjantami dokonywał za tymi obywatelami obławy, a następnie ich mordował, rabując posiadany majątek i odzież.

  • wiosną 1942 r. w Tumlinie przebywała rodzina obywateli polskich narodowości żydowskiej – Goździńskich, składająca się z 6 osób. Konstanty Werdyn zorganizował na wyżej wymienioną obławę, a po ujęciu ich wraz z innymi policjantami dokonał morderstwa w lesie w pobliżu Samsonowa.
  • zimą 1942 r. w Dudkowie, pow. Kielce ukrywał się obywatel polski narodowości żydowskiej – Dygel Zylbersztajn wraz z żoną i synem. Konstanty W. dowiedziawszy się o tym fakcie, udał się wraz z innymi policjantami do Dudkowa celem ujęcia w/w. Dygel Zylbersztajn po zauważeniu Konstantego W. usiłował się bronić i w tym czasie został zastrzelony wraz ze swą żoną i synem przez Konstantego W. i innych policjantów.
  • wiosną 1943 r. policjant Materek ujął na stacji w Zagnańsku obywatelkę polską narodowości żydowskiej wraz z nieletnim dzieckiem, którą odprowadził do posterunku w Samsonowie. Konstanty W. polecił policjantowi D., aby kobietę tę wraz z dzieckiem zastrzelił, co też ten uczynił.
  • zimą 1942 r. w lasach w pobliżu Dudkowa pow. Kielce, ukrywali się obywatele narodowości żydowskiej wraz z nieletnimi dziećmi, gdy o tym fakcie dowiedziała się żandarmeria niemiecka, przybyła z Samsonowa i wspólnie z Konstantym W. i innymi policjantami udali się do Dudkowa, gdzie ujęli 14 osób, których zamordowali, poprzednio rabując ich mienie”. (IPN Ki 013/4143)

Alina Skibińska, która analizowała akta sprawy Konstantego W. podaje za świadkiem Władysławem S., że „Goździński był z zawodu szewcem i mieszkał we własnym domu w Tumlinie, obecnie w tym domu mieszka Stępień”. (A. Skibińska „Dostał 10 lat, ale za co” – Analiza motywacji sprawców zbrodni na Żydach na wsi kieleckiej w latach 1942-1944 w: „Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945” red. Engelking B., Grabowski J. Warszawa, 2011 r.)

Rejestr miejsc i faktów zbrodni dla byłego woj. kieleckiego podaje, że Mosiek Goździński został zamordowany z żoną, dwiema córkami i synem. „Kołomań, gm. Zagnańsk: w bliżej nieokreślonych okolicznościach żandarmi rozstrzelali pięć osób narodowości żydowskiej.”(Rejestr miejsc i faktów…, Warszawa, 1980 r. str. 110)

W zasobie Instytutu Yad Vashem znajdują się informacje o następujących osobach z Tumlina o nazwisku Goździński:
Zecharia ur. w Tumlinie w 1890 roku, syn Dowa i Estery, rolnik. Przed II wojną światową mieszkał w Końskich, podczas wojny przebywał w Szydłowcu. Miejsce śmierci nieznane.
Srul ur. w Tumlinie w 1911 roku jako syn Zachariasza i Miriam. Był żonaty z Pesią z domu Zaltzberg.
Beer ur. w Tumlinie w 1914 roku, jako syn Zachariasza i Miriam. Był krawcem i kawalerem. Przed II wojną światową mieszkał w Końskich, podczas wojny przebywał w Szydłowcu.

5 listopada 2022 r. na grupie fejsbukowej „Stary Zagnańsk” pojawił się wpis następującej treści dotyczący okoliczności zamordowania żydowskiej rodziny Zylbersztajnów, wymienionej w akcie oskarżenia Konstantego W., ukrywającej się w Dudkowie:
„Zdjęcie wykonane latem 1942 roku z korytarza domu mojego dziadka Stanisława Szweda. Na zdjęciu – Żydówka, Regina Zylbersztajn. Ona, jej mąż Dygiel i nastoletni syn Fejsol przez kilka miesięcy ukrywali się w Dudkowie w niezamieszkanym domu po moim pradziadku Antonim Szwedzie. Prawdopodobnie pochodzili z Jasiowa – ale co do tego nie mam pewności i nie mam już kogo o to spytać. Z opowiadań wiem, że rodzina ta została zadenuncjowana do granatowej policji w Samsonowie. Za pierwszym razem przyszło po nich dwóch granatowych policjantów. Jeden z nich – „tutejszy”, jeszcze przedwojenny policjant (nazwiska nie podaję, gdyż nie mam tu całkowitej pewności) – ostrzegł drugiego, iż w domu może być tyfus i dlatego sam wejdzie do domu. Zastał jedynie Dygla Zylbersztajna. Poinformował go o celu przybycia, polecił uciekać przez okno po drugiej stronie domu w zarośla i już nie wracać w to miejsce. Pozostającemu na zewnątrz policjantowi przekazał, iż dom był pusty. Kilka dni później granatowi już w innym składzie ponownie przybyli do Dudkowa. Dowodził sam komendant posterunku, Konstanty Werdyn – volksdeutsch z Poznania, prymitywny sadysta. W domu zastali całą, trzyosobową rodzinę Dyglów i sprawę załatwili „na miejscu”. Postrzelonych i dotłuczonych Dyglów policjanci zakopali (bo przecież nie pochowali) w przyległej do domu szopce, a ich mienie (głównie ubrania i buty) zagrabili. Zdarzenie to – z racji wieku – oczywiście znam z opowiadań. Pamiętam natomiast ekshumację tych ludzi. W 1962 roku – miałem wtedy 6 lat – w Kielcach prowadzony był proces sądowy Werdyna, i w ramach tego w okolicach Samsonowa dokonywane były ekshumacje i badania szczątków zamordowanych Żydów (jak wyczytałem – także Cyganów w Ćmińsku). Pamiętam wykopane z dołu ludzkie kości – układane w kompletne szkielety na rozłożonych gazetach. W lesie, kilkaset metrów od domu dziadka, ekshumowano rodzinę z Tumlina. Ukrywali się w lesie w ziemiance i również zostali zadenuncjowani przez okolicznego. Z tego miejsca w pamięci utkwił mi obraz ułożonych na igliwiu czaszek oraz rząd drewnianych podeszew butów. Wśród kości były dwie, a może trzy czaszki maleńkich dzieci. Ekshumacje były także dokonywane w „Fertowej sośninie” w Samsonowie. Tam teren był ogrodzony sznurkiem i nie dało się dojść bezpośrednio do tych miejsc. Dziś już bym tam nie trafił. Pamiętam jedynie, iż było to blisko kwartału, gdzie w połowie XIX wieku grzebano mieszkańców Samsonowa zmarłych na cholerę. Cóż jeszcze można dodać. Moja mama na kilka lat przed śmiercią w trakcie przeglądania i komentowania starych zdjęć wspomniała, iż tajemnicą poliszynela było to, kto zadenuncjował Zylbersztajnów. Pozostało jedynie pytanie – dlaczego. W czasie okupacji mama była dzieckiem, więc oczywistym jest, że musiała to zasłyszeć z przekazów starszych osób. Jak było w rzeczywistości – nie wiadomo i już chyba nigdy nie będzie wiadomo”. (data dostępu: 15 grudnia 2025 r.)

Z akt śledztwa przeciwko Konstantemu W. i innym policjantom z posterunku w Samsonowie oraz z informacji od regionalistów z gminy Zagnańsk, wynika, że szczątki rodziny Zylbersztajnów, Goździńskich oraz nieznanej liczby Żydów zamordowanych na tym terenie w czasie Zagłady, zostały po wojnie w ramach prowadzonego dochodzenia ekshumowane i przeniesione w nieznane miejsce.

Władysław S. zeznał, że „w lesie zwanym sośniną było bardzo dużo mogił i miejsc, które mogły świadczyć o tym, że były tam grzebane ciała zabitych ludzi.” (IPN Gk 306/200-202 za A. Skibińska, w: „Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945” red. Engelking B., Grabowski J. Warszawa, 2011 r.) Według jednej z osób komentujących wpis o Zylbersztajnach na grupie „Stary Zagnańsk”, las sośnina to „potoczna nazwa zagajnika po prawej stronie przy wjeździe do Samsonowa w kierunku Ćmińska.” (data dostępu: 15 grudnia 2025 r.)

Tego samego dnia, tj. 16 maja 2024 r. odwiedziliśmy następujące lokalizacje, w których znajdują nieoznakowane groby ofiar Zagłady.

Grób żydowskiego kupca z Opoczna:
— Jesteśmy w leśnictwie Serbinów, nadleśnictwo Zagnańsk. Idziemy drogą, którą uciekało dwóch braci, Żydów z Opoczna, dwóch kupców. Jeden, młodszy brat, zbiegł, uciekł. Nawet z takich nieustalonych źródeł wiadomo, że nawet znalazł się w Izraelu i założył rodzinę. A tu jego brata dopadli. No i tutaj uciekał, zabrakło mu sił i tutaj go siekierą zaciukali. Miejscowa ludność. Uciekał przez las. Szukał po prostu ratunku. Uciekł z transportu. Oni jechali na rozstrzelanie, na Raszówce tak zwanej. Raszówka to jest droga na Łódź. Od nas jakieś 6 kilometrów w linii prostej. I stąd, co wiem, udało mu się zbiec z tego transportu, we dwóch zbiegli.
Zapomniane: Z Opoczna jechał transport, tak?
— Tak, tak.
Zapomniane: I to było miejsce masowych rozstrzeliwań? Ta Raszówka?
— Tak, tam do tej pory są mogiły. On tu na pewno leży, to jest 100 procent. Tylko tyle wiem, że jak ten człowiek, który go zabił albo brał udział w tym zabójstwie, no to postawili krzyż w latach ’50. I ten krzyż już skruszał, jak to się mówi. […] No i on leży tam. Na pewno było to, że uciekli z transportu.
Zapomniane: Czyli niekoniecznie zabili go od razu po ucieczce z transportu?
— Mogło być tak, że my nie wiemy tego. Może być, że bezpośrednio, a mogło to być też, że błąka się dwóch Żydów po lesie… Na pewno długo się nie ukrywali, bo nie mieliby co jeść. To musiało być, według mnie, do trzech dni. I jakaś tu, no, zła dusza szła, zobaczyła ich, może myśleli, że mają jakieś takie pieniądze czy coś. I tu go trachnęli.” (16 maja 2024 r.)

Bunkier w lesie Kamieniec, gmina Mniów, leśnictwo Serbinów:
— Jesteśmy w leśnictwie Serbinów w oddziale 163, pododdziale A, w którym znajduje się kompleks Kamieniec. W tym kompleksie zbudowany był schron, w którym ukrywało się najprawdopodobniej 50 Żydów i 40, części wojskowych, części zbiegów tych, którzy gdzieś tam byli wyrwani spod prawa.
Zapomniane: A ci Żydzi, skąd oni mogli być?
— Okoliczni.
Zapomniane: Czyli z okolicznych wsi?
— Rogowice, Serbinów, Raszówka. I tutaj przebywali do momentu… Prawdopodobnie to była zdrada. Wiem, że to było w niedzielę. No i tu przyjechali, tu były okienka i w każde okienko rzucili po 7 wiązek granatów. Ja 30 lat temu tu próbowałem coś szukać, no to znajdowałem szczątki kostek drobnych, spaloną lornetkę, mnóstwo łusek wystrzelonych w sposób nienaturalny, tylko pod wpływem gorąca. (16 maja 2024 r.)

W Rejestrze miejsc i faktów zbrodni dla byłego woj. kieleckiego odnotowano informację o bunkrze w lesie „Kamieniec”:
„14 czerwca 1943 r. w bunkrze w lasach państwowych „Kamieniec” żandarmi, funkcjonariusze gestapo i SS zamordowali nieustaloną liczbę osób. Brak danych o nazwiskach ofiar.” (Rejestr miejsc i faktów…, Warszawa, 1980 r. str. 167)

Źródła

Transkrypcje

Kontakt i współpraca

Nadal poszukujemy informacji nt. tożsamości żydowskich ofiar na terenie Nadleśnictwa Zagnańsk. Jeżeli wiesz coś więcej, napisz do nas na adres mailowy: fundacjazapomniane@gmail.com.

Bibliografia

IPN Ki 013/4143 Akta śledztwa w sprawie przeciwko Konstantemu Werdynowi s. Konstantego ur. 24.03.1901 r. podejrzanemu o udział w zabójstwie obywateli polskich narodowości żydowskiej oraz członków ruchu oporu, jako komendant posterunku policji polskiej w Samsonowie w latach 1942-1943

„Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945” red. Engelking B., Grabowski J. Warszawa, 2011 r.

Nagranie Fundacji Zapomniane [zapis audio], leśniczy Ireneusz W., rozmowę przeprowadziła Agnieszka Nieradko, 16 maja 2024 r.

Serdelski B.J. „Lasy nasiąkłe krwią” tom 1, Radom 1995 r.

Rejestr Miejsc i Faktów Zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego w latach 1939-1945, woj. kieleckie, Warszawa, 1980 r.

„Stary Zagnańsk” link na grupę na Facebooku


Materiały do tej strony zostały opracowane, zdigitalizowane i udostępnione w ramach projektu „Zapomniane miejsca i historie. Rozwój cyfrowego archiwum żydowskich grobów wojennych poza obozami Zagłady”, dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.