Krzywowólka
gmina: Sławatycze, powiat: bialski, województwo: lubelskieTyp miejsca
las, tzw. koński cmentarz, działka nr 135 w obrębie Krzywowólka, gmina Sławatycze, powiat bialskiInformacje nt. zbrodni
W styczniu 2024 r. odwiedziliśmy Krzywowólkę w gminie Sławatycze, gdzie szukaliśmy miejsca zakopania ciała żydowskiej kobiety zamordowanej w 1944 r.
Brandla po wygnaniu z domu, mieszkała u sąsiadów z córką. Gdy prześladowania Żydów się nasiliły, rozdzieliły się. Matka ukrywała się w opuszczonym poukraińskim domu, córka znalazła schronienie u chrześcijański rodzin i doczekała końca wojny.
O istnieniu grobu w Krzywowólce powiadomił nas jeden z mieszkańców wsi. Również dzięki jego pomocy nawiązaliśmy kontakt z panem Franciszkiem Z. (ur. w 1927 r.), który znał zamordowaną kobietę i jej córkę. W tym samym roku zarejestrowaliśmy relację pana Franciszka, w której opowiada o śmierci matki i ocaleniu córki Loli:
Franciszek Z. To była rodzina żydowska. Ojciec tej rodziny zajmował się młynarstwem, miał wiatrak swój. No i tam, tak powiem, okolicznej ludności służył. Była jego żona, ale to też była Binefowa i ja przynajmniej nie mam bliższych żadnych informacji. I była córka jedna, Lola się nazywała.
Zapomniane: To było jej imię?
Franciszek Z.: Nie, nie. Znaczy, tak, był ojciec Binef, była żona Binefowa i była córka Lola.
Zapomniane: Ale czy to było jej imię?
Franciszek Z.: Tak.
Zapomniane: Czy jej matka też tak do niej mówiła? Pamięta pan to?
Franciszek Z.: Tak, tak, to jej było oficjalne imię. Z tym, że nie znam oficjalnie nazwiska Binefa i jego żony, ale próbowałem dochodzić i znalazłem w Sławatyczach w urzędzie stanu cywilnego takie nazwisko Binesz Liberman, młynarz. I po prostu, no ja to skojarzyłem, że popularnie na wsi nazywało się go Binefem, ale najprawdopodobniej to jest właśnie Binesz Liberman, urodzony chyba w 1906, na początku wieku. […] Tam jeżeli chodzi o nazwę tego miejsca, gdzie została pochowana Binefowa, ona się nazywa mogiłki końskie. Znaczy, to jest taka, no pospolicie znana, mogiłki końskie, nie cmentarz koński, bo to po prostu w jakiś sposób trochę ze sobą koliduje. No, cmentarz jest przeznaczony…
Zapomniane: Dla ludzi.
Franciszek Z.: Dla ludzi, natomiast to było takie miejsce… Może tylko jeszcze naświetlę, skąd się wzięło to miejsce. Przed wojną panowała tak zwana chyba nosacizna. I bardzo dużo koni padało. Takie przypadki, kiedy koń był już… Wiadomo, że nie było leczenia, to był wyprowadzany tam na to miejsce takie odosobnienia i po prostu tam czy dobijany, czy nie i tam były zakopywane, także to jak gdyby stąd się wywodzi i tę nazwę, no ja bym, tak powiem, tutaj podpowiadał, żeby używać „mogiłki końskie. […] Binefowie mieli tylko jedną córkę, tę Lolę. Przy czym muszę tutaj podkreślić, że była młodsza ode mnie tak ze trzy, może nawet cztery lata, ale ja często bywałem, w miarę często bywałem na tym wiatraku, no bo tata miał tam spore gospodarstwo rolne i potrzebował zmielenia zboża na osypki, na takie inne rzeczy. I ten wiatrak był dla mnie taki ciekawy, taki, coś takiego… Bo nie wiem, czy państwo tam, że tak powiem, mieli okazję, ale tam są takie wielkie koła zębate, to się wszystko tam obraca. To jest cały taki mechanizm, który dla mnie jako takiego tam dwunastoletniego, dziesięcio-, był czymś bardzo ciekawym i nigdy się z tym nie byłem w stanie spotkać. No, to jedna sprawa, także bywałem i oczywiście dobrze żeśmy się znali z Lolą, jeszcze przed okresem…
Zapomniane: A czy chodziliście do tej samej szkoły?
Franciszek Z.: Nie, ona była młodsza i ona chodziła do Sajówki. Nie chodziła do Krzywowólki. Nie wiem, z jakich to było powodów, ona była, tak powiem, pomiędzy Krzywowólką a Sajówką, z tym, że bliżej Krzywowólki, ale z jakichś powodów chodziła tam do szkoły. Ja nawet miałem niedawno zmarłą koleżankę z Sajówki, która też ją dobrze pamięta z lat szkolnych. A muszę powiedzieć to, że mimo tego, że tak ojciec, Binef, miał rysy żydowskie, był wysoki, taki bardzo stateczny, spokojny, życzliwy, taki do ludzi jak najbardziej. Binefowa była niska, kruczoczarna, to pamiętam, z warkoczem takim czarnym, bardzo żywa, energiczna, ona chyba w ogóle trzęsła całą rodziną. Ale zajmowała się krawiectwem i wszystkie tam gospodynie, dziewczęta, korzystały z jej usług. Bluzeczki, tam inne takie, wszystkie spódniczki, te inne takie rzeczy, to szyły u niej. No, miała… Oboje byli… Mieli bardzo dobre zdanie wśród mieszkańców. Byli wyjątkowo tacy życzliwi…
Zapomniane: I to była jedyna żydowska rodzina w Krzywowólce?
Franciszek Z.: Tak, o ile pamiętam, to była jedyna. Oni mieszkali, tak może pół kilometra od wsi. Po prostu wiatrak stał w takim odosobnieniu, no żeby, tak powiem, nic, żadne budynki nie przeszkadzały.
Zapomniane: Wiem, że był u pana pan Piotr Lasota z Bramy Grodzkiej z Lublina.
Franciszek Z.: Tak.
Zapomniane 1: W zeszłym roku. I ja słuchałam tych nagrań, pana rozmów i w jednym z nagrań wspomina pan coś, że oni mieli jakieś dzieci, które umarły w dzieciństwie, Binefowie, czy to prawda, że było jakieś rodzeństwo Loli, którego ona nie znała albo zmarło w dzieciństwie?
Franciszek Z.: Znaczy, muszę powiedzieć, że może kiedyś coś… Ale no niestety, moja pamięć w tej chwili w sposób naturalny z wiekiem się trochę zaciera i…
Zapomniane 1: Nie przypomina pan sobie teraz tego?
Franciszek Z.: Tak, nie przypominam sobie takiego faktu, że mieli więcej dzieci. [Agata Romaniuk, która rozmawiała z Franciszkiem Z. kilka lat przed nami pisze w swoim artykule: „Liebermanom urodziła się trójka dzieci, ale dwóch synów zmarło wcześnie.”] Znaczy, ja kojarzę tylko to, że Lola była córką. Pamiętam ją z okresu jeszcze dzieciństwa, ponieważ to nie było daleko, tam wszystkie dzieci nawzajem się znały, tam w różnych okazjach spotykał, takich czy innych. […] Jak Lola opuściła nasz dom, ten obraz, jak ona opuszcza mam jeszcze cały czas w oczach. Naprawdę. Wychodzi z domu, przy domu był taki rów, ścieżką, kładką przez ten rów idzie do szosy i szosą znika w kierunku Tucznej.
Zapomniane: Czyli pan patrzył za nią?
Franciszek Z.: Tak.
Zapomniane: A jak ona wtedy zareagowała na to? Czy ona płakała, jak odchodziła od was?
Franciszek Z.: Ja wtedy jeszcze sobie nie zdawałem sprawy z tego, jaka to jest tragedia.
Zapomniane: A ona wiedziała?
Franciszek Z.: Ona chyba sobie nie bardzo zdawała też sprawę. A to opuszczenie naszego domu to wyglądało w taki sposób. W naszej kolonii sołtysem był Leon S. On niby był Polakiem, ale jego nazwisko było pochodzenia niemieckiego i on był bardzo przychylny…
Zapomniane: Niemcom.
Franciszek Z.: Niemcom, tak. Bardzo przychylny. I nie wiem, czy to z jego inicjatywy, czy nie, ale z komendy policji w Tucznej przywiózł tacie pisemko, że ma natychmiast obie Żydówki dostarczyć do komendy, na posterunek w Tucznej. Wtedy była taka sytuacja, że cała wieś i cała kolonia znały historię tego, bo obie Żydóweczki, one szukały miejsca w różnych, i były w Zańkowie, w Krzywowólce, tam jakiś kąt zajmowały, krótko trwały, nie miały…
Zapomniane: A dlaczego nie mogły być w domu? Ten dom ktoś zajął?
Franciszek Z.: Nie, one były wyrzucone z domu.
Zapomniane: A kto je wyrzucił?
Franciszek Z.: Niemcy. I to było dosyć wcześnie, nie wiem czy nawet w ’39, czy na początku ’40 roku.
Zapomniane: I miały iść do getta? Miały się przenieść do getta w Sławatyczach?
Franciszek Z.: Nie. One miały opuścić tylko dom i nie miały gdzie się udać, więc najpierw, o ile pamiętam, to znalazły tam okresowy pobyt w Zańkowie u takich państwa, N. Binef, ponieważ nie mieli środków do życia, zatrudnił się w gminie Tuczna, tam czy był palaczem, czy jakimś, no takim… Pomocniczą rolę spełniał po to, żeby chociaż parę groszy mieć na własne, bo trzeba było żyć. Nieszczęśliwie zmarł szybko, to pamiętam, jakąś tam taką przykrą chorobę. I one dwie się tułały. Moja mama, nasi rodzice bardzo dobrze znali i kontaktowali się, mieli kontakty, no i było tak, że w jakiś sposób nawiązała Binefowa z córką kontakt z naszą rodziną. Mama moja, nie mówię o swojej mamie złego słowa przeważnie, no ale naprawdę była taką osobą, która, że tak powiem współczuła ludziom, pomagała ludziom. No, tak się troszkę zaliczała do takiej grupy przewodzących tamtej społeczności. No i właśnie… Było tak, że użyczyła miejsca w naszym domu. Znaczy, mieliśmy jak na tamte czasy spory dom, jak jeszcze nawet nie był wykończony, to był taki trzypokojowy z kuchnią, ze spiżarką, tam piwniczką i był jeden pokój, który jeszcze nie był wykończony, ale miał okna, miał te wszystkie… Nie wiem, jak tam było z podłogą, w jakim była stanie. No i ta matka z córką zajęły ten jeden z pokoi, no i wspólnie, tak jak żeśmy tutaj, nie wiem, czy to jest tutaj, przyjęliśmy ich do stołu. Nasza rodzina była duża, wtedy już nas było chyba siedmioro. Nie, sześcioro, bo jeszcze najmłodsza siostra się urodziła trochę później. I wspólnie żeśmy jedli, spędzali czas. Oczywiście mama, znaczy Binefowa i Lola, one pomagały nam w gospodarstwie w taki sposób, jak potrafiły. Tylko że nie potrafiły, bo Binefowa w ogóle z rolnictwem nie miała nic wspólnego, zajmowała się szyciem, więc no, obrządkach czy innych, naprawdę się męczyła, jak pamiętam, ale chciała, miała dobre chęci, żeby jakoś się zrewanżować.
Zapomniane: Jak długo u was były?
Franciszek Z.: To było od wiosny gdzieś do września. Cały okres lata, o ile pamiętam, były u nas. No i właśnie w końcu tego lata sołtys przekazał tacie obowiązek dostarczenia. No, przykra była sytuacja, bo trzeba było znaleźć rozwiązanie. Jak mówię, obie były znane i wszyscy wiedzieli, że są u nas. Ukrycia ich… No takiej technicznej innej możliwości nie było. Nie było. […] No i ustaliły wspólnie, że muszą nasz dom opuścić. Z tym, że najpierw opuściła Binefowa, jeszcze wieczorem, znaczy późnym wieczorem. W Krzywowólce wtedy było dużo pustych budynków, opuszczonych przez Ukraińców. Tam były jakieś takie sytuacje, że oni wyjeżdżali, tam jakieś, no dokładnie nie pamiętam. Było puste, były stodoły takie jakieś, obory puste i Binefowa tam się ukrywała w tych budynkach, zmieniając tam sobie miejsce pobytu. Natomiast Lola przenocowała i rano, tam przed południem, pamiętam, że z takim węzełkiem, bo wtedy nikt takich toreb czy walizek, czy innych takich to nikt nie stosował, to jest osiągnięcie dopiero powojenne. Ona z tym tobołkiem zniknęła. Losy wojenne były ciężkie. I ta sprawa, że tak powiem, tych tragedii żydowskich, ona w rodzinie i nie tylko, jakoś tak przeszła trochę tak w niepamięć, trochę nie znalazła właściwego odniesienia. (Warszawa, marzec 2024 r.)
Po wojnie Lola, już pod zmienionym imieniem i nazwiskiem złożyła następującą relację:
„W latach hitlerowskiej okupacji byłam ze swoją rodziną prześladowana z tytułu mego żydowskiego pochodzenia. Mieszkałam z rodzicami we wsi Krzywowólka w powiecie Biała Podlaska. W roku 1940 ojciec mój zachorował na tyfus i został zabrany do szpitala prowizorycznego we wsi Tuczna. Szpital ten był pod niemieckim nadzorem. Ojciec mój wkrótce zmarł w tym szpitalu. Ja ze swoją matką musiałam się ukrywać. Był to rok 1942, w którym coraz bardziej nasilać się zaczęła eksterminacja ludności żydowskiej we wsiach i miastach Podlasia. Początkowo ukrywałyśmy się we wsi Zańków u T. Potem musiałam się rozstać z matką. Ukrywałyśmy się oddzielnie. […] Matka moja, jak mi opowiedziano po wyzwoleniu Podlasia w 1944 r., została zastrzelona przez hitlerowców.”
Agata Romaniuk w swoim artykule cytuje relację Antoniego Ł. naocznego świadka zamordowania krawcowej z Krzywowólki:
„Szykowałem się do jazdy do lasu po drewno – wspomina. – Wyjrzałem zza stodoły, a tu ukraińska policja jedzie. I sołtys. I jakaś kobieta. W dziwnym płaszczu, takim byle jakim, ciemnym. Patrzę, przecież ją znam. To ta Żydówka, krawcowa, co i mnie nieraz koszulę obszyła. Na miarę do niej chodziłem, to była elegancka kobieta, a teraz w tym lichym płaszczu. Zatrzymałem konia. Policjant ją popycha i mówi: „Uciekaj do Rozbitówki”. A ona nie chce, opiera się. I tak ją zepchnął z drogi na pastewnik. A ten drugi stoi z karabinem. Krzyczeli obaj i ona zaczęła iść, kilka kroków. Powoli. I wtedy strzelił, ale nie trafił, a ona nie zareagowała. Nie zaczęła uciekać, nie stanęła, dalej szła. Strzelił jeszcze raz. Nie upadła, tylko usiadła. Podszedł do niej i jak siedziała, tak strzelił. Dwa razy. […] Nie leżała Binefowa długo na drodze. Ludzie się zlitowali. Paweł B. ją powiózł na skraj wsi, na końskie mogiłki.” (Lola idzie w świat „Pismo. Magazyn opinii” (04/2020)
W trakcie kwerendy archiwalnej udało się ustalić, że zamordowana nazywała się Brandla Liberman, była żoną Binyma Libermana (ur. 6 kwietnia 1900 r. w Zalesiu w gm. Piszczac, imiona rodziców Mejlach i Estera z d. Pocztaruk), młynarza z Krzywowólki. W Rejestrze mieszkańców gminy Tuczna zapisano, że Binym i Brandla wzięli ślub 13 października 1938 r. w okręgu bożniczym Piszczac. Wydaje się mało prawdopodobnym, by pobrali się tak późno, możliwe, że tego dnia dokonano wpisu w księdze. Mieszkali w Krzywowólce pod numerem 78.
Ciało Brandli zostało zakopane na tzw. końskim cmentarzu, terenie wielokrotnie na przestrzeni lat przekopywanym, co utrudnia dokładną identyfikację miejsca pochówku.
Upamiętnienie
Miejsce grobu zostało oznaczone drewnianą macewą 27 listopada 2025 roku w ramach projektu „Punkty odniesienia”.
Oznakowanie było efektem warsztatów przeprowadzonych wspólnie z młodzieżą z Zespołu Szkół w Sławatyczach. Podczas spotkania uczestnicy wykonali drewnianą macewę, którą wspólnie oznakowaliśmy miejsce pochówku pojedynczej żydowskiej kobiety pogrzebanej w lesie w Krzywowólce. Do tego momentu miejsce to pozostawało niewidoczne i nieoznaczone w krajobrazie.
„Punkty odniesienia” to próba znalezienia sposobu na znakowanie odnalezionych mogił, zanim możliwe będzie ich trwałe upamiętnienie. Działanie zakłada drobną ingerencję w krajobraz tych miejsc, która przypomina o tym, co w nim niewidoczne, a często obecne w pamięci lokalnych społeczności. Będąc tymczasową formą upamiętnienia, drewniane macewy mają otwierać możliwość przejęcia przez lokalne społeczności opieki nad tymi miejscami, ich oswojenia, a być może także uruchomienia własnych praktyk pamięci lub doprowadzenia do trwałego upamiętnienia.
Warsztat był częścią międzynarodowego projektu „MultiMemo. Multidirectional Memory: Remembering for Social Justice”, finansowanego przez Unię Europejską w ramach programu CERV.
Więcej o projekcie „Punkty odniesienia” można przeczytać tutaj: link
Źródła
Transkrypcje
Kontakt i współpraca
Nadal poszukujemy informacji nt. tożsamości żydowskich ofiar w Krzywowólce. Jeżeli wiesz coś więcej, napisz do nas na adres mailowy: fundacjazapomniane@gmail.com.
Bibliografia
Rejestr mieszkańców wsi Krzywowólka tom II 1933 38/46/0/-/42 Archiwum Państwowe w Lublinie oddział w Radzyniu Podlaskim
Romaniuk A. Lola idzie w świat „Pismo. Magazyn opinii” (04/2020)
Zbrodnie Hitlerowskie w Powiecie Biała Podlaska w latach 1939-1944 Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Międzyrzecu Podlaskim, Międzyrzec Podlaski 1971 r.
Nagranie Fundacji Zapomniane [zapis audio], Franciszek Z., ur. 1927 r., rozmowę przeprowadzili Agnieszka Nieradko i Andrzej Jankowski, Warszawa, marzec 2024 r.
Materiały do tej strony zostały opracowane, zdigitalizowane i udostępnione w ramach projektu „Zapomniane miejsca i historie. Rozwój cyfrowego archiwum żydowskich grobów wojennych poza obozami Zagłady”, dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Krzywowólka zdjęcie lokalizacji
Krzywowólka transkrypcja nagrania